post

Te nieszczęsne karne

30 sierpnia 2013 roku, Eden Arena w Pradze, 2-2 po 120 minutach gry w spotkaniu Bayernu Monachium z Chelsea Londyn, rzuty karne wyłonią zwycięzcę Superpucharu Europy. Żaden z zawodników nie pomylił się w 4 pierwszych seriach rzutów karnych, jednak w decydującej serii jedenastek Manuel Neuer broni strzał Romelu Lukaku. Belgijski supertalent uderzył wówczas słabo, apatycznie, blisko środka bramki. The Blues muszą przełknąć smak porażki, a koledzy pocieszać młodego napastnika. 14 sierpnia 2019 roku, Vodafone Arena w Stambule, 2-2 po 120 minutach gry w meczu Liverpoolu z Chelsea, rzuty karne wyłonią zwycięzcę Superpucharu Europy. Żaden z zawodników dotychczas się nie pomylił, jednak w decydującej serii jedenastek, Adrian broni strzał Tammy’ego Abrahama. Młody napastnik uderzył słabo, w sam środek bramki. Niebiescy muszą pogodzić się z porażką, a partnerzy z zespołu starają się pocieszyć angielskiego snajpera. Niby nic dwa razy się nie zdarza, ale ja jednak przeżyłem wczoraj przed telewizorem swego rodzaju deja vu.

Na wstępie trzeba przyznać, że obejrzeliśmy wczoraj świetne widowisko i pozostaje nam życzyć sobie, aby kolejne spotkania w tej edycji europejskich pucharów, nie odbiegały tempem i intensywnością od tego, co zaprezentowali gracze Juergena Kloppa i Franka Lamparda. Wydaje się, że szkoleniowiec Chelsea konsekwentnie będzie dawał coraz więcej szans młodym wychowankom The Blues, tak jak wspominał przed, jak i w trakcie przedsezonowych przygotowań. Wczoraj swoją szansę otrzymali Mount, Tomori i Abraham. Ten ostatni, po wejściu na boisko znalazł się z kilku sytuacjach, to po nim podyktowany został rzut karny. Jednak nie z tego młody Anglik zostanie zapamiętany, a raczej ze zmarnowanej decydującej jedenastki i przegrania pojedynku z Adrianem.

Wydaje mi się, że najgorsze co można by w tym momencie zrobić, to powolne odstawianie napastnika od podstawowego składu, zakończone późniejszym wypożyczeniem do innego klubu. Dokładnie tak postąpił Jose Mourinho w 2013 roku z Romelu Lukaku, innym talentem, który przed laty przekonał się, że Stamford Bridge nie będzie dla niego ziemią obiecaną. Portugalczyk wypożyczył młodego Belga najpierw do West Bromwich Albion, a następnie do Evertonu. Napastnik tak naprawdę nie dostał prawdziwej szansy w Chelsea i oferta definitywnego transferu od The Toffees była dla niego szansą na udowodnienie, jak bardzo zarząd oraz trener z Zachodniego Londynu mylili się, co do jego osoby. Jestem zdania, że jedynym czego Abraham aktualnie potrzebuje jest czas oraz zaufanie od swojego szkoleniowca. Na szczęście wszystko wskazuje na to, że tak długo, jak Frank Lampard będzie trenerem, tak długo napastnik może na te dwie rzeczy liczyć,

Nie ulega wątpliwości, że w Londynie posiadają jednego z najlepszych napastników młodego pokolenia. Tammy Abraham, a właściwie Kevin Oghenetega Tamaraebi Bakumo – Abraham, bo tak brzmi pełne imię i nazwisko zawodnika, od kilku sezonów, grając na wypożyczeniach oraz w młodzieżowych reprezentacjach Anglii, był kluczowym zawodnikiem swoich drużyn oraz imponował niebywałą, jak na swój wiek, skutecznością. W sezonie 2015/16 po pierwszy dał się poznać szerszej publiczności, dzięki dobrym występom w młodzieżowych drużynach The Blues, kiedy w 32 spotkaniach zdobył 20 goli i zaliczył 6 asyst. Efektem tego była okazja debiutu u Guusa Hiddinka. To właśnie doświadczony holenderski trener dostrzegł niebywały potencjał tkwiący w napastniku, Kolejnym krokiem w karierze Abrahama był sezon spędzony w Championship, w barwach Bristol City. Tam rozgrywając w sumie 48 spotkań, w czasie których przebywał na boisku blisko 4000 minut, zdołał strzelić 26 goli. Poskutkowało to nagrodą dla młodego gracza sezonu oraz dla najlepszego zawodnika Bristol City. Wydawało się wówczas, że naturalnym krokiem będzie gra w Premier League w przyszłym sezonie.

Tak też się stało. Jednak nie w macierzystym klubie, a w południowej Walii, w barwach Swansea City. Ten sezon z góry uznano za rozczarowanie, a sam zawodnik był mocno krytykowany. Pytanie tylko czy słusznie. Grając w zespole, który ostatecznie nie zdołał się utrzymać w angielskiej elicie, młodzian zdołał zdobyć w 31 spotkaniach Premier League 5 goli, dorzucając kolejne 3 bramki w krajowych pucharach. Owszem, statystyki nie powalają na kolana. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że gra ofensywna Łabędzi w tamtych rozgrywkach wołała o pomstę do nieba, sytuacji napastnicy mieli bardzo niewiele w kolejnych spotkaniach, dlatego zrzucanie całej winy na barki młodego Tammy’ego nie jest do końca uczciwe.

Poprzedni sezon to znów brak szansy na Stamford Bridge, skutkujący kolejnym wypożyczeniem, tym razem do środkowej Anglii, a dokładniej do Birmingham. W barwach Aston Villi Abraham kolejny raz udowodnił, że skuteczność pod bramką rywali nie jest dla niego rzeczą obcą. Sezon zakończył zdobyciem 26 goli, w tym jednym bardzo istotnym, przeciwko West Bromwich Albion w półfinale fazy Play Off. Rozegraniem w sumie 42 spotkań walnie przyczynił się do awansu The Villans do Premier League. Nie powinno zatem dziwić, że w obliczu zakazu transferowego, sprzedaży Alvaro Moraty oraz powrocie Gonzalo Higuaina do Juventusu, to właśnie Tammy Abraham, od początku okresu przygotowawczego otrzymuje kolejne szanse od Franka Lamparda.

Podobnie jak kiedyś Lukaku, tak samo Abraham, na każdym kroku podkreśla, że od dziecka marzył o tym, aby reprezentować barwy Chelsea. W wywiadzie udzielonym stacji Sky Sports, w trakcie drugiej części poprzedniego sezonu Championship wspominał o tym, że myśli już o kolejnym sezonie, o powrocie do Londynu, wierze w swoje umiejętności, a także tym, że jeśli w lecie otrzyma szansę, postara się ją wykorzystać. Jak na razie jest na dobrej drodze do spełnienia swoich celów i marzeń. W tym miejscu pozostaje życzyć, aby jego kariera nabrała wreszcie podobnego rozpędu, jak ta jego starszego kolegi – Romelu Lukaku. Może tylko z tą różnicą, by zamiast tułaczki po różnych klubach, swoje miejsce rzeczywiście odnalazł w Zachodnim Londynie i właśnie na Stamford Bridge zdobywał jak najwięcej goli.

post

Złe gorszego początki?

Chelsea Londyn w ostatnich sezonach regularnie punktowała w Manchesterze na Old Trafford, ale jak już zapunktować się nie udało, to z kretesem. 4-0, totalna demolka. Od niedzieli zastanawiam się, czy to drużyna z Londynu zagrała tak słabo, a może gracze Ole Gunnara Solkjaera tak dobrze? Ciężko jednoznacznie stwierdzić. Jednego natomiast jestem pewny. Cytując klasyka z Football Managerów, Franka Lamparda i wszystkich sympatyków The Blues czeka długi, ciężki i pełen rozczarowań sezon.  

Nie ukrywam, że od momentu ogłoszenia Franka Lamparda, czyli klubowej legendy i najlepszego strzelca w historii klubu, jako pierwszego szkoleniowca Chelsea Londyn, czekałem na inaugurację sezonu. Z resztą, pewnie podobnie miało wielu sympatyków futbolu, nie tylko tych związanych z drużyną ze Stamford Bridge. Dodatkowo, gdy okazało się, że w debiucie Super Frank pojedzie do Manchesteru, na mecz z United, z tym większą niecierpliwością oczekiwałem niedzieli 11 sierpnia i pierwszego hitu w nowym sezonie Premier League.

Wstrzymałem się z pisaniem czegokolwiek „na gorąco”, zaraz po zakończeniu niedzielnego spotkania z prostego powodu. Jako sympatykowi drużyny z Londynu ciężko było mi taki wynik przetrawić. Jednak po ochłonięciu i chwili zastanowienia doszedłem do wniosku, że takie spotkania po prostu, co jakiś czas, zdarzają się. Czy ktokolwiek z oglądających ten mecz po pierwszych 15 minutach powiedziałby, że końcowy rezultat będzie aż tak druzgocący dla ekipy, która w trakcie pierwszego kwadransa utrzymywała się przy piłce przez 85% czasu gry! Do tego słupek po strzale Tammy’ego Abrahama oraz kilka całkiem nieźle zapowiadających się akcji, niezakończonych jednak uderzeniami na bramkę rywala. Pewnie wiele osób, w tym ja sam, pomyślało, że ta nowa Chelsea Lamparda może się podobać. I wtedy gong. Strata piłki, kontratak, prosty błąd i faul Kourta Zoumy, a następnie karny wykorzystany przez Marcusa Rashforda.

Francuski stoper w ogóle słabo wszedł w to spotkanie, był niepewny, elektryczny, a po 20 minutach, to po jego faulu The Blues byli na debecie. Z resztą, jeśli ktoś śledził przedsezonowe sparingi Londyńczyków niespecjalnie powinno go to dziwić. Większość spotkań w okresie przygotowawczym było prawdziwymi strzelaninami. Wygrane 4-3 z Reading, 5-3 z Salzburgiem oraz remis 2-2 z Borussią Moenchengladbach wskazywały na jedno. O ile ofensywna formacja stawała na wysokości zadania (zwłaszcza spotkanie z Austriakami i cudowny gol Pedro!), o tyle w defensywie, w każdym ze spotkań, gracze Lamparda popełniali zatrważającą liczbę prostych, niewymuszonych błędów.

Na Old Trafford niewykorzystane sytuacje zemściły się straszliwie. Z tak elektryczną parą stoperów, tyloma stratami w środku pola, a następnie kontrami, w których gracze gospodarzy mieli całe połacie wolnej przestrzeni, spowodowane złą organizacją i błędami The Blues w defensywie, to się musiało po prostu tak skończyć. Pozostaje liczyć, że Antoni’ego Rudigera po zakończeniu rehabilitacji będą omijać kontuzje.

Wartym uwagi i jakimś światełkiem w tunelu jest występ Masona Mounta, którego Frank zna ze wspólnej pracy w Derby County, a także Tammy’ego Abrahama. Gdy do zdrowia powrócą Ruben Loftus – Cheek oraz Callum Hadson – Odoi, taki ofensywy kwartet wygląda, co najmniej, obiecująco. Jednak najbardziej ucieszyła mnie obecność Emersona w pierwszym składzie. Brazylijczyk z włoskim paszportem powinien, w opinii wielu, dostawać zdecydowanie więcej szans w poprzednim sezonie od Mauricio Sarri’ego. I to właśnie on, jako jeden z nielicznych, nie musi się wstydzić tego, co pokazał w niedzielne popołudnie.

Wszystko wskazuje na to, że na Stamford Bridge szykują się bardzo trudne miesiące. Kalendarz na najbliższe kolejki jest niezły. Jednak wszystko wskazuje na to, że przynajmniej na razie, minęły czasy, w których Chelsea wychodząc na boisko, wychodziła jak po swoje. W tym składzie personalnym, zwłaszcza w defensywie, na niewielu przeciwników The Blues będą mogli spoglądać z góry.

PS. Chelsea Londyn w strefie spadkowej, po raz pierwszy od 19 lat. Był to też najgorszy debiut nowego szkoleniowca drużyny od 41 lat. Z pewnością nie o takie bicie rekordów Lampardowi i spółce chodziło.