post

Odwieczny dylemat

Premier League, LaLiga, Serie A, a może jednak Bundesliga? Od lat kibice piłkarscy prześcigają się w opiniach, która z lig piłkarskich jest tą najlepszą. W zależności od sympatii i antypatii odpowiadającego na pytanie ich kolejność zmienia się. Jedno natomiast pozostaje bez zmian. Dyskusja na ten temat potrwa jeszcze długo i raczej ciężko oczekiwać jednoznacznych opinii w tej kwestii. W końcu, co tak naprawdę powinno decydować? Ranking UEFA oraz wyniki w europejskich pucharach? Niezwykle wyrównany poziom danej ligi, w której praktycznie każdy może wygrać z każdym? A może frekwencja na trybunach? 

Jedno jest pewne. Miano tej najlepszej z pewnością nie grozi naszej rodzimej PKO BP Ekstraklasie. Trudno w to dziś uwierzyć, ale jeszcze w latach 1969-72 nasza liga zajmowała siódme miejsce w Europie. Gdyby taka sytuacja miała miejsce dziś, to moglibyśmy wystawić aż pięć drużyn w europejskich pucharach. No, ale zejdźmy na ziemię. Aktualnie mamy chyba najbardziej przepłaconą ligę na Starym Kontynencie. Zajmujemy dalekie 27 miejsce w rankingu UEFA, oglądając plecy Azerbejdżanu, o włos wyprzedzając Bułgarię. Jednocześnie według najnowszych danych jesteśmy ósmą ligą w Europie pod względem wartości praw do transmisji telewizyjnych. Polska ekstraklasa jest więcej warta medialnie od takich lig jak: portugalska, holenderska, duńska czy czeska, ale chyba wszyscy zgodzimy się, że w tym przypadku potencjał marketingowy nijak ma się do poziomu sportowego. Wystarczy prześledzić „wyczyny” naszych pucharowiczów w ostatnich sezonach i skonfrontować je z ligami biedniejszymi od naszej. Jeśli spojrzymy na podium, to o ile pierwsze miejsce Premier League niespecjalnie dziwi, o tyle wyraźne drugie miejsce Bundesligi, tuż za plecami wyspiarzy, a przed hiszpańską LaLigą robi wrażenie. Jednak umówmy się, wartość praw marketingowych oraz telewizyjnych może mieć spory wpływ na siłę danej ligi, ale nie jest to regułą.

Zwykło się mówić, że jeśli dany produkt trzyma dobry poziom oraz wysoką jakość, to z pewnością znajdzie uznanie w oczach klientów. Może zatem to ilu kibiców przychodzi, co kolejkę, na stadiony w danej lidze, jest wyznacznikiem jej siły? W przypadku średniej frekwencji na trybunach niemiecka Bundesliga deklasuje konkurencję. Dość powiedzieć, że praktycznie każdy klub sprzedaje ponad 90% biletów. Bardzo ciężko będzie zbliżyć się pozostałym ligom do takich wyników. Jedynie przebudowa lub budowa nowych, większych obiektów przez kluby angielskie oraz hiszpańskie mogłaby ten trend zmienić. Jednak niewielu kibiców zapytanych odpowie, że Bundesliga jest silniejsza od Premier League i LaLigi. Nie można jednak do końca lekceważyć argumentu frekwencji na trybunach. Pełne stadiony podczas większości kolejek, zwłaszcza tych rozgrywanych w późne jesienne wieczory, kiedy do wyboru mamy masę innych rzeczy, często zdecydowanie ciekawszych od marznięcia na stadionie, z kubkiem herbaty w ręce. Nie najgorsza wizja dla piłkarza, prawda?

To właśnie jeden z powodów dzięki którym do 2.Bundesligi oraz Championship udaje się sprowadzać całkiem niezłych piłkarzy kusząc ich pełnymi obiektami, wypełnionymi oddanymi i fanatycznymi kibicami. W rezultacie obie te ligi, mimo że jest to tylko drugi szczebel rozgrywkowy, plasują się w dziesiątce lig z najlepszą średnią frekwencją w Europie. Z resztą, wiele osób angielską Championship umieszcza na miejscach 8-10, jeśli chodzi o najsilniejsze ligi na kontynencie. Niejeden powie, że to przesada. Jednak gdyby się nad tym pochylić, to mamy do czynienia z jedną z najbardziej wyrównanych lig, gdzie sezon zasadniczy trwa aż 46 kolejek, a do tego dochodzą jeszcze play offy, jeśli ktoś nie zdołał wywalczyć bezpośredniego awansu do ekstraklasy. Prawdziwy maraton. Nie dziwi zatem, że wielu spadkowiczów z Premier League miało ogromne problemy z powrotem awansować do finansowego raju, jakim niewątpliwie jest liga angielska. Dodatkowo niektóre kluby na zapleczu stać na to, aby odrzucać, dobre z finansowego punktu widzenia oferty, za swoich najlepszych zawodników. Mało tego, kiedyś naturalnym krokiem dla piłkarzy z lig skandynawskich oraz szkockiej Ladbrokes Premiership była Premier League. Teraz nie dziwi, gdy klub z angielskiego zaplecza wykłada kilka milionów funtów i przebija ofertę klubu z wyższej ligi.

Wiele osób zżyma się na sposób w jaki obliczany jest ranking klubowy UEFA. Jednak jak dotąd nikt lepszego systemu punktacji oraz klasyfikacji poszczególnych federacji nie wymyślił, więc jeszcze długo będziemy na niego skazani. Ranking ten jest obliczany na podstawie aktualnej sytuacji w rozgrywkach pucharowych. Uwzględnia on postawę drużyn z danego kraju, na przestrzeni ostatnich 5 sezonów, w rozgrywkach pod egidą UEFA. Dodatkowo dorobek poszczególnych krajów jest dzielony przez łączną liczbę drużyn reprezentujących dany kraj w rozgrywkach europejskich. Na pierwszy rzut oka może wyglądać to na coś bardzo skomplikowanego, ale tak naprawdę nie ma tu jakiejś wielkiej filozofii. Osiągałeś sukcesy w Lidze Mistrzów oraz Lidze Europy, to ranking prędzej czy później to odzwierciedli.

Ostatnie lata to dominacja klubów hiszpańskich, regularnie osiągane fazy pucharowe, zwłaszcza półfinały oraz wygrywanie Champions League przez Real Madryt zrobiły swoje. Przez to Anglicy zostali daleko w tyle. W minionych dwóch sezonach drużyny z Wysp Brytyjskich rozpoczęły odrabianie strat do lidera, niemniej dalej pokutują tu rozgrywki 2015/16 i 2016/17 – bardzo słabe w wykonaniu klubów angielskich. Warto zwrócić uwagę, że w przeciwieństwie do świetnej frekwencji na stadionach oraz rosnącej siły marketingowej, to co najważniejsze, czyli wyniki sportowe, w wykonaniu klubów niemieckich zdecydowanie poszły w dół. Niewiele brakuje by Serie A wyprzedziła Bundesligę już w tym sezonie. Niezwykle ciekawie zapowiadają się zatem europejskie puchary dla sympatyków tych dwóch lig. Niedocenianej i często wyśmiewanej, zwłaszcza w naszym kraju, rosyjskiej ekstraklasie w końcu udało się wyprzedzić portugalską Liga NOS. Wystarczyło do tego solidne punktowanie i osiąganie faz grupowych poszczególnych rozgrywek w kolejnych sezonach. Niby nic wielkiego, jednak sporo federacji ma z tym problem, choćby Polska.

Zatem która liga jest tą najsilniejszą? Trudno powiedzieć, ilu kibiców tyle opinii. Osobiście przychylałbym się do tego, że jednak powinniśmy kierować się rankingiem UEFA i wynikami osiąganymi w rozgrywkach europejskich. Jest on chyba najbardziej miarodajny. Pokazuje również, że najsilniejsze ligi to te, dla których punktuje kilka zespołów. Samotny reprezentant jakiejś federacji, choćby zaliczył super sezon, nie jest w stanie w wystarczającym stopniu zrównoważyć słabych wyników pozostałych przedstawicieli danego kraju. Najlepszym przykładem są tutaj Grecja i Szkocja. Tak długo, jak punkty rankingowe Grekom zdobywały Olympiacos Pireus wraz z Panathinaikosem Ateny, federacja trzymała się w okolicach pierwszej dziesiątki rankingu. Jednak odkąd Koniczynki popadły w ogromne kłopoty finansowe i do dziś ledwo wiążą koniec z końcem, sam klub z Pireusu oraz reszta przedstawicieli greckiej ekstraklasy nie były w stanie utrzymać takiej regularności punktowania, jak wcześniej. Z podobnym problemem spotkała się szkocka federacja po karnej degradacji Glasgow Rangers do 4 ligi. Tutaj również powodem były kłopoty finansowe. Jedynym w miarę regularnie punktującym klubem został Celtic Glasgow. Jednak sami The Boys nie byli w stanie utrzymać pozycji Szkotów, czego rezultatem był pikujący na łeb na szyję współczynnik i dopiero 19 miejsce w rankingu UEFA.

Podsumowując, jeśli ktoś spytałby mnie o mój prywatny ranking 10 czołowych lig, to wyglądałby on następująco:

  1. LaLiga
  2. Premier League
  3. Bundesliga
  4. Serie A TIM
  5. Ligue 1 Conforama
  6. Premier Liga
  7. Liga NOS
  8. Sky Bet Championship
  9. Sporttoto Super Lig
  10. Jupiler Pro League
post

Piastowie znów w koronie!

Wczorajsza gala Canal + podsumowała zakończony w miniony weekend sezon Lotto Ekstraklasy. Wieczór zdominowali zawodnicy sensacyjnego mistrza Polski – Piasta Gliwice, którzy zgarnęli 6 z 7 statuetek. Najlepszy trener? Waldemar Fornalik. Bramkarz sezonu? Frantisek Plach. Obrońca? Aleksandar Sedlar. Najlepszy pomocnik oraz piłkarz sezonu? Joel Valencia. Na dokładkę wychowanek klubu, Patryk Dziczek został wybrany młodzieżowcem sezonu. W tle jednak można było usłyszeć wiele sceptycznych głosów, w związku z tym, że to akurat Piastunki zwyciężyły w rozgrywkach i będą nas reprezentować w nadchodzących eliminacjach Ligi Mistrzów. W końcu, to ponoć Legia ma szerszą kadrę, większy potencjał itp. Tylko co z tego? Gdzie jest Legia, a gdzie Piast ? Ile punktów ta szeroka, mająca potencjał kadra stołecznego zespołu zdobyła w rundzie mistrzowskiej? Zaledwie 8 przy 19 (!) graczy Waldemara Fornalika. Nokaut. W stolicy bardzo długo koncentrowali się na gonieniu Lechii Gdańsk, zapominając jednocześnie, o uciekaniu przed regularnie punktującym Piastem. Efekt tego możemy zaobserwować w tabeli na zakończenie rozgrywek. 

Wiele zostało już napisane o gliwickim sukcesie. Pierwszym, cisnącym się na usta określeniem byłoby…spektakularny? Tak, bez wątpienia to, czego dokonał Waldemar Fornalik ze swoimi zawodnikami, spokojnie można określić mianem czegoś spektakularnego. Jest to dopiero pierwsze mistrzostwo w historii Piasta Gliwice. Tym samym klub z Górnego Śląska dołączył do elitarnego grona 17 zespołów, które mogą pochwalić się, że zdobywały mistrzostwo Polski. Przypomnijmy, że dokładnie rok temu, posada szkoleniowca wisiała na włosku, Piastunki rzutem na taśmę zapewniły sobie utrzymanie w poprzednich rozgrywkach i działacze klubu poważnie zastanawiali się czy kontynuować współpracę z trenerem, do którego za czasów pracy w Ruchu Chorzów przylgnęła ksywka – Waldek King. Z perspektywy czasu, chyba nikt związany z drużyną nie żałuje podjętej decyzji. Pozostawienie szkoleniowca na stanowisku przyniosło sukces, o którym przed sezonem nikt w Gliwicach nie śmiał marzyć. Nie dziwią w takiej sytuacji analogie i porównania zachodnich mediów, zwłaszcza tych angielskich, do mistrzowskiego Leicester City, które również w jednym sezonie, dopiero w ostatnich kolejkach zapewniło sobie utrzymanie w Premier League, by w kolejnych rozgrywkach zdobyć sensacyjne mistrzostwo.

Sukces Piasta to zwycięstwo normalności. Kiedy największe polskie kluby wydawały spore sumy transferowe na bałkańskie i portugalskie zaciągi zawodników, w Gliwicach znano swoje miejsce w szeregu. Bez znaczących kwot transferowych udało się skompletować całkiem przyzwoitą drużynę. Frantisek Plach, wybrany najlepszym bramkarzem tego sezonu, przyszedł za 30 tysięcy euro ze słowackiego FK Senica. Najlepszy stoper ekstraklasy, Aleksandar Sedlar kupiony z serbskiego Metalaca za 80 tysięcy euro. Jorge Felix kosztował klub zaledwie 25 tysięcy euro! Dodając do tego pozostałych kluczowych zawodników tego sezonu: Mikkela Kirkesova, Martina KonczkowskiegoJoela Valencie oraz Piotra Parzyszka, którzy zostali pozyskani bez kwoty odstępnego, otrzymujemy pełny obraz tego, jak działacze Piasta potrafią znaleźć na rynku transferowym wartościowych zawodników, dostępnych za „grosze”. Jedynie wykupienie, wypożyczonego w poprzednim sezonie, Jakuba Czerwińskiego z Legii Warszawa kosztowało Gliwiczan około miliona złotych.

Umiejętności negocjacyjne gliwickich działaczy w najbliższym czasie znów muszą o sobie dać znać. Utrzymanie i poszerzenie bieżącej kadry zespołu powinno być priorytetem. Dużo też będzie zależeć od tego, czy w Piaście pozostanie Sedlar. Według mediów, poważnie zainteresowana serbskim obrońcą jest hiszpańska Mallorca. Zapewne kwestią dni pozostaje, kiedy inne zagraniczne kluby, zainteresują się pozostałymi kluczowymi zawodnikami. Będzie to o tyle istotne, że mistrzowie Polski nie będą rozstawieni w żadnej spośród 4 rund kwalifikacyjnych Champions League. Zatem od samego początku grozić im będzie spotkanie na swojej drodze dużo bardziej renomowanych zespołów. Potencjalnymi rywalami Piasta są: Celtic Glasgow, BATE Borysów, FK Astana, Łudogorec Razgrad, Qarabach Agdam, NK Maribor, FK Crvena Zvezda Belgrad, Sheriff Tyraspol, Rosenborg Trondheim, HJK Helsinki, Dundalk FC, F91 Dudelange, FK Skendija 79, The New Saints, Slovan Bratysława oraz AIK Sztokholm. Przy odrobinie szczęścia powinno udać się w pierwszej, a być może również w drugiej rundzie, uniknąć dużo mocniejszych zespołów. Niemniej nie ulega wątpliwości, że przed mistrzami Polski niezwykle ciężkie zadanie. Pierwsze mecze eliminacji zaplanowane są  na 9 i 10 lipca.

Byłbym daleki od stawiania jakichkolwiek wymagań naszym pucharowiczom. W końcu na jakiej podstawie możemy takowe stawiać? Ostatnie lata w wykonaniu polskich drużyn w europejskich pucharach to nieustanna seria mniejszych lub większych kompromitacji. Coraz trudniej znaleźć w Europie kraj, z którego przedstawicielem nasi reprezentanci nie odpadali. Lotto Ekstraklasa, mimo że z roku na rok ładniej opakowana i pokazywana, spada w rankingu UEFA na łeb na szyję. Najprawdopodobniej kwestią czasu pozostaje fakt, kiedy wyprzedzą nas tak egzotyczne, z naszej perspektywy, ligi jak te z Kazachstanu, Azerbejdżanu czy Izraela. Nie będzie chyba zbyt ryzykownym stwierdzenie, że niewiele zostało w Europie zespołów, na które polskie drużyny mogą patrzeć z góry.

Z tego też powodu pozwólmy cieszyć się piłkarzom Piasta z historycznego wyczynu, a w pucharach, zarówno Piastunkom, jak i pozostałym naszym reprezentantom, życzyć niejednej niespodzianki. W naszej aktualnej sytuacji, każdy wygrany dwumecz w europejskich pucharach, powinien być na wagę złota. W najgorszym wypadku, przed końcem wakacji, nie będziemy mieli już żadnego naszego klubu w Europie, ale przecież do tego, jesteśmy w ostatnich latach przyzwyczajeni, prawda?