post

poVARiowali!

Wielu utożsamiało wprowadzenie VAR-u z całkowitym wyeliminowaniem błędnych decyzji arbitrów w meczach piłkarskich rozgrywanych na europejskich boiskach. Niestety, jako środowisko piłkarskie, dalecy jesteśmy od perfekcji w tej kwestii. Oglądając, w miniony weekend kilka spotkań, byłem zszokowany ilością błędów sędziowskich w ligach, w których Video Assistant Referee, został wprowadzony w ostatnich dwóch sezonach. Kontrowersja goniła kontrowersję, błąd gonił błąd, a niewytłumaczalny brak konsultacji z VAR-em był na porządku dziennym. 

Norwich – Chelsea, sędzia Martin Atkinson

Pierwsze z wspomnianych przeze mnie spotkań. Kontrowersję mieliśmy już w szóstej minucie. Przy wyrównującym trafieniu Norwich, Tammy Abraham, w okolicach linii bocznej boiska, został zaatakowany nakładką przez Bena Godfreya, a gwizdek sędziego Martina Atkinsona milczał. W drugiej części spotkania Londyńczycy ponownie mieli podstawy, by czuć żal odnośnie decyzji arbitrów. Cesar Azpilicueta był ewidentnie faulowany w polu karnym, jednak sędziowie nie zauważyli przewinienia. O ile główny arbiter miał prawo popełnić błąd, to dlaczego osoby odpowiedzialne za VAR w tym spotkaniu nie podpowiedziały Atkinsonowi, aby obejrzał sobie obie sytuacje? Na szczęście błędne decyzje sędziów nie wpłynęły znacząco na wynik spotkania. Chelsea, mimo niekorzystnych dla siebie okoliczności, zdołała zwyciężyć 3-2 na terenie Kanarków.

Manchester United – Crystal Palace, sędzia Paul Tierney

Na Old Trafford także nie mogli być zadowoleni. Nie chodzi tylko o fakt, że Orły po raz pierwszy w historii swoich występów w Premier League zdołały wygrać w Manchesterze. Sporo pretensji kibice gospodarzy mogą mieć do sędziego, który wiele sytuacji boiskowych oceniał bardzo niekonsekwentnie. Najwięcej emocji poza niewykorzystanym karnym Marcusa Rashforda i zwycięskim trafieniem gości w samej końcówce, wzbudziła sytuacja z 56 minuty, kiedy to Martin Kelly ewidentnie faulował Anthony’ego Martiala. VAR w tej sytuacji również nie zareagował. Nie bardzo rozumiem dlaczego w tej sytuacji, zdaniem niektórych, nie ma mowy o jedenastce. To, że Francuz za wszelką cenę próbował utrzymać się na nogach i oddać strzał, jest wyłącznie jego dobrą wolą. Ciekawe, czy gdyby napastnik teatralnie się wywrócił, to o rzut karny byłoby zdecydowanie łatwiej?

Bournemouth – Manchester City, sędzia Andre Marriner

Niedzielne popołudnie w Południowej Anglii na Vitality Stadium. David Silva zostaje nadepnięty przez obrońcę Wisienek. VAR tym razem interweniuje, pytanie tylko, czy decyzja podjęta po wideoweryfikacji, aby na pewno jest decyzją słuszną. Abstrahując od tego, czy sędziowie zdecydowali słusznie, dlaczego główny arbiter nie chciał w ogóle obejrzeć tej sytuacji na monitorze? Tym bardziej, że to właśnie on ma decydujące zdanie w kwestii ewentualnego rzutu karnego.

Tottenham Hotspur – Newcastle United, sędzia Mike Dean

Kolejne spotkanie, w którym mamy VAR w użyciu i którego decyzja wywołuje niemałą konsternację wszystkich, którzy śledzą to spotkanie. Zaangażowanych w nie piłkarzy i trenerów, kibiców obecnych na stadionie, a także tych oglądających mecz w telewizji. Na początek wypadałoby spytać przeciętnego sympatyka piłki nożnej, ile widział w życiu wślizgów wykonanych głową. Takie kuriozalne interwencje zdarzają się niezwykle rzadko. Co więcej, podejmując się czegoś takiego, Jamal Lascelles z Newcastle musiał liczyć się z tym, że podejmuje ogromne ryzyko, próbując w ten sposób zatrzymać Harry’ego Kane’a. Gdy zobaczyłem, że będziemy świadkami interwencji VAR-u, byłem przekonany, że Dean wskaże na wapno. Jednak nic z tych rzeczy. Zdaniem sędziów obrońca Srok interweniował w dozwolony sposób.

O ile na Wyspach VAR dopiero raczkuje i został wprowadzony w tym sezonie, o tyle dziwi spora ilość błędów sędziowskich w Bundeslidze i na Półwyspie Apenińskim. Tam Var był już testowany w poprzednim sezonie, a odnoszę wrażenie, że im dłużej się w tych dwóch krajach z tego systemu korzysta, tym gorzej on funkcjonuje. Niewątpliwie cieszy fakt, że Robert Lewandowski zdobył w tym sezonie 100% goli dla Bayernu Monachium. Niesmak budzi jednak fakt, że gospodarzom należały się dwa ewidentne rzuty karne po zagraniach piłki ręką przez graczy Bayernu. Najpierw w sytuacji, w której przewinił Benjamin Pavard, a później, gdy piłka uderzyła w rękę wyskakującego w murze Ivana Perisica. Podobnie sytuacja wyglądała we Florencji, gdzie Fiorentina po świetnym widowisku musiała uznać wyższość Napoli. Goście wygrali 4-3, jednak kibice Violi mają pełne prawo mieć żal do sędziów prowadzących to spotkanie. Najpierw główny arbiter, Davide Massa, podyktował jedenastkę po bezczelnej symulce Driesa Mertensa, by w ostatnich minutach spotkania nie zauważyć ewidentnego przewinienia Hysaja na Francku Ribery na skraju pola karnego gości. Wideoweryfikacji w obu sytuacjach nie było i śmiało można powiedzieć, że sędziowie w tym przypadku wypaczyli wynik spotkania.

Daleki byłem od twierdzenia, że wprowadzenie VAR wyeliminuje całkowicie błędy sędziowskie. To jest niemożliwe z bardzo prostego powodu. Futbol, a zwłaszcza interpretacja przepisów w tej dyscyplinie, rzadko bywa zero – jedynkowa. Tutaj przeważnie sytuacja wygląda tak, że mamy 10% białego, tyle samo czarnego, a 80% to po prostu szara strefa, gdzie wchodzi element interpretacji przepisów. Wiele osób podaje argument, że w tenisie i siatkówce wideoweryfikacja praktycznie rozwiązała problem błędów sędziowskich. Tylko, że w tych dyscyplinach są właśnie sytuacje zero – jedynkowe. Kwestia, czy atak zawodnika wylądował w boisku, czy też poza nim, albo czy siatkarze skaczący w bloku dotknęli piłki, czy nie. Niemniej jednak dziwi mnie, że skoro w piłce tak wiele zależy od interpretacji przepisów w danej sytuacji boiskowej, dlaczego główny arbiter często nawet nie oglądnie sytuacji na monitorze. Wierzy jedynie asystentowi na wozie VAR i, co w miniony weekend zdarzało się notorycznie, ostatecznie podejmuje błędną decyzję. Przecież to, że sędzia VAR widzi sytuację w dany sposób wcale nie oznacza, że główny po obejrzeniu powtórki podjąłby identyczną decyzję. Dlatego nie wiem, czy dobrym rozwiązaniem nie byłoby obligatoryjne sprawdzanie każdej wiążącej decyzji, czyli rzutów karnych oraz goli. Ktoś powie, że to bezsensu, ponieważ mecze będą trwały o wiele dłużej. Tylko w obecnej formule i tak zdarza się, że podjęcie decyzji i konsultacja z wozem zajmują sędziom po kilka minut.

Niektórzy proponują również by trenerzy obu drużyn mieli określoną liczbę challange’ów na połowę, aby w sytuacji, w której nie zgadzają się z sędzią, mogli zainterweniować. Tylko kto oceniałby taką powtórkę? Dalej byłby to arbiter spotkania, albo ten obsługujący VAR, a on mógłby mieć zupełnie inny pogląd na ocenę konkretnego zdarzenia niż trener biorący challange.

Niezwykle ciężko będzie znaleźć złoty środek w tej sytuacji. Uważam jednak, że doprecyzowanie i zwiększenie liczby zdarzeń, które może rozpatrywać VAR, a także położenie nacisku na to, aby osoby na wozie maksymalnie pomagały głównym arbitrom, byłyby krokiem naprzód w ograniczeniu liczby błędów sędziowskich na piłkarskich boiskach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *