post

Przyszłość w biało – czerwonych barwach?

Lada moment zapiszemy się w historii tym, że skorzystaliśmy z największej liczby zawodników w historii danych rozgrywek. Dodatkowo, grając rezerwowym składem, bez Lewandowskiego, GlikaKrychowiaka czy Szczęsnego, zdobywamy w tych rozgrywkach medal, pomimo gry zawodnikami, których nazwiska są obce zdecydowanej większości ekspertów, nie tylko za granicą, ale i tych w naszym kraju. Na młodzieżowe mistrzostwa wysyłamy rezerwy rezerw, w większości absolutnych debiutantów, a mimo to, z tych rozgrywek, również przywozimy medal. Jakby tego było mało, nasza kobieca kadra dociera do decydujących faz swojego turnieju, gdzie co prawda, uznaje wyższość światowych potęg, ale walczy z nimi jak równy z równym i jest o włos, od znalezienia się w strefie medalowej. W piłce nożnej science fiction, prawda? Ale nie w siatkówce. W ostatnich latach staliśmy się światową potęgą piłki siatkowej. Z ogromnym zapleczem i obiektami, halami wypełnionymi fantastycznymi kibicami, świetnie opakowaną i mocną ligą, no i przede wszystkim z kilkudziesięcioma zawodnikami prezentującymi solidny, międzynarodowy poziom. Jednym słowem, kosmos. 

Brązowy medal Ligi Narodów mężczyzn, srebro Uniwersjady kadetów, Final Six Ligi Narodów kobiet. To wszystko w jednym sezonie reprezentacyjnym, który tak na dobrą sprawę dopiero się rozpoczął. Wiadomo, trenerzy, zawodnicy i zawodniczki tonują nastroje, ale choćby nie wiadomo jak bardzo się starali, w kraju ponownie zapanuje boom na siatkówkę, tego jestem pewien. Biorąc pod uwagę postawę siatkarzy w tegorocznej Lidze Narodów trudno przypuszczać by w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Tokio, który jest priorytetem dla drużyny Vitala Heynena, forma drużyny miała pójść w dół. Wręcz przeciwnie, drużyna wzmocniona czołowymi zawodnikami powinna przynieść nam jeszcze wiele radości, zarówno na turnieju w Gdańsku, jak i na wrześniowych Mistrzostwach Europy.

Belgijski selekcjoner po turnieju w Chicago zabrał do Zakopanego, gdzie przygotowuje się pierwsza kadra, pięciu szczęśliwców. Są to: Bartosz Kwolek, Łukasz Kaczmarek, Maciej Muzaj, Karol Kłos oraz Bartosz Bednorz. Wydaje się, że to właśnie ten ostatni jest największym wygranym Final Six w Stanach Zjednoczonych. Przyjmujący Azimutu Modena był najlepiej punktującym zawodnikiem w Chicago oraz drugim najlepszym atakującym. Postawa byłego zawodnika AZS Częstochowa na pewno nie uszła uwadze Heynena i z pewnością może on liczyć na powołanie na turniej kwalifikacyjny w Gdańsku. W przypadku pozostałych sporo będzie zależeć od tego, czy nasz selekcjoner weźmie do kadry dodatkowego środkowego czy też przyjmującego. Należy również pamiętać, że w najbliższych spotkaniach będzie mógł już zagrać Wilfredo Leon, czyli jeden z najlepszych siatkarzy świata. Nawet jeśli brązowym medalistom z Chicago nie uda się załapać na turniej kwalifikacyjny do Igrzysk Olimpijskich czy Mistrzostwa Europy, to z pewnością zagrają oni w październiku w Japonii, na Pucharze Świata.

Najważniejsze, że możemy nie tylko cieszyć się z tego, co teraz, ale przy tym nie musimy martwić się o przyszłość. Śmiało można powiedzieć, że ten mityczny system szkolenia młodzieży, o którym niejednokrotnie słyszymy w przypadku piłki nożnej, tutaj w siatkówce, rzeczywiście istnieje. Większość zawodników, którzy mieli udział w brązowym medalu w Final Six, jak i srebrze Uniwersjady, to mistrzowie świata juniorów z 2017 roku. Najbardziej cieszy, że w aktualnie rozgrywanych rozgrywkach młodzieżowych także mamy wyniki. Kto wie czy za kilkanaście dni nie dodamy kolejnych medali do kolekcji. Nasi juniorzy są na najlepszej drodze żeby awansować do półfinału Mistrzostw Europy U17 rozgrywanych w Bułgarii. Natomiast nasze siatkarki, na Mistrzostwach Świata U20 rozgrywanych w Meksyku, są już w najlepszej ósemce turnieju i powalczą o strefę medalową. 

Nie ulega wątpliwości, że w najbliższych miesiącach (a może i latach?) polska siatkówka dostarczy kibicom wielu emocji i niezapomnianych widowisk sportowych. Pozostaje nam trzymać kciuki za naszych zawodników i zawodniczki, żeby z nadchodzących turniejów przywieźli kolejne medale do tak suto, w ostatnich latach, zapełnianej gabloty.

post

Final Six z udziałem Złotek!

Siatkarki Reprezentacji Polski awansowały do turnieju finałowego Ligi Narodów, który rozegrany zostanie w chińskim Nankin, w dniach 3-7 lipca. Jest to ogromny sukces naszej drużyny, biorąc pod uwagę fakt, że w ostatniej dekadzie próżno było szukać jakichkolwiek pozytywnych informacji odnośnie Złotek. Ostatni medal dużej imprezy? Brąz mistrzostw Europy, których byliśmy gospodarzami w 2009 roku. Ostatni występ w Final Six? 2010 rok, kiedy to awansowaliśmy do najlepszej szóstki World Grand Prix, czyli poprzedniczki obecnej Ligi Narodów. Od tego czasu minęła niemal dekada. O ile w tym czasie męska reprezentacja praktycznie non stop jest na fali, będąc jedną z czołowych drużyn na świecie, o tyle w kobiecej siatkówce już dawno przestaliśmy być traktowani za zespół, którego należy się obawiać. Dość powiedzieć, że przed rozpoczęciem tego sezonu reprezentacyjnego drużyna prowadzona przez Jacka Nawrockiego była sklasyfikowana dopiero na 26 miejscu w rankingu FIVB.

Właśnie z powodu tak niskiego miejsca w rankingu oraz słabych wyników w ostatnich sezonach, Polki były jedną z czterech drużyn, tzw. pretendentów, czyli ekip zagrożonych spadkiem i koniecznością gry w niższej lidze w przyszłorocznych rozgrywkach. Oprócz naszej reprezentacji były to Belgia, Dominikana i Bułgaria. Najsłabszą okazała się ostatnia z wymienionych drużyn i to właśnie Bułgarek nie zobaczymy w przyszłorocznej Lidze Narodów. Celem na ten sezon było utrzymanie się w siatkarskiej elicie. Dlatego wynik osiągnięty przez nasze Złotka należy ze wszech miar docenić. Nawet, jeśli sam turniej finałowy miałby być tylko lekcją pokory, od dużo mocniejszych drużyn.

Warto tutaj też wspomnieć i pochwalić zarząd Polskiego Związku Piłki Siatkowej, który pozwolił pracować Jackowi Nawrockiemu w spokoju, nawet w obliczu słabych wyników drużyny w początkowym okresie pod wodzą byłego trenera Skry Bełchatów. Szkoleniowiec na stanowisku trwa nieprzerwanie od 2015 roku. Dobrze wiemy, że jego poprzednicy mogli tylko pomarzyć o takim wyniku, a mało który z nich z nich utrzymał posadę dłużej niż 2 lata. Stabilizacja oraz spokojne ogrywanie młodych zawodniczek zaowocowały w obecnym sezonie. Dobrym rozwiązaniem poczynionym przez nasz sztab było też odejście od kurczowego trzymania się wyłącznie 12 zawodniczek. W tym sezonie, oprócz wyniku ponad stan, udało się szkoleniowcowi z Tomaszowa Mazowieckiego rozszerzyć kadrę i dać wiele szans dziewczynom, które znane były wyłącznie kibicom Polskiej Ligi Siatkówki kobiet. Już wiadomo, że kontrakt z Novarą, wicemistrzem Włoch podpisała młoda przyjmująca – Zuzanna Górecka. Była już zawodniczka DPD Legionovii Legionowo zapewne nie będzie jedyną z naszych reprezentantek, która dobrą grą w tegorocznej Lidze Narodów zapracuje na grę w lepszej lidze niż nasza.

O dobry wynik byłoby o wiele trudniej bez najlepszej punktującej tego sezonu, zdobywczyni 365 punktów, czyli Malwiny Smarzek. Zawodniczka Zanetti Bergamo wykręciła swój najlepszy wynik w karierze, zostawiając rywalki daleko w tyle. Warto wspomnieć, że nasza atakująca już drugi rok z rzędu okazała się najlepsza w tej klasyfikacji. Nic dziwnego, że to właśnie w skuteczności Malwiny wszyscy sympatycy oraz eksperci widzą nasz główny, oby nie jedyny, atut w starciach z najlepszymi drużynami na świecie.

 

Czy powinniśmy stawiać jakieś oczekiwania naszym dziewczynom przed turniejem w Nankin? Wydaje się, że byłoby to nie na miejscu. Z resztą, najlepiej przytoczyć tutaj słowa szkoleniowca naszej reprezentacji dla portalu polsatsport.pl, – Radość grania z najlepszymi to jedno, ale myślę, że nauka to druga rzecz. Nie będziemy się kładli przed przeciwnikami. Postaramy się zagrać jak najlepsze spotkania. Myślę, że okazja gry z najlepszymi na świecie sprawi, że takie mecze dadzą nam kopa do przodu – stwierdził trener Nawrocki.

I tego właśnie się trzymajmy. Do Chin niech nasze reprezentantki jadą po naukę oraz po to, aby przeżyć fajną przygodę, a nam kibicom pozostaje trzymać kciuki za dziewczyny i cieszyć się z faktu, że znowu rywalizujemy z najlepszymi na świecie. W końcu chyba każdy kibic marzy o powrocie do sukcesów z czasów kadencji ś.p. Andrzeja Niemczyka, kiedy to Złotka dwukrotnie zdobywały mistrzostwo Starego Kontynentu.