post

Styl, a na co to komu?

Mamy końcówkę lipca, najlepsze ligi Starego Kontynentu wciąż przygotowują się do startu sezonu, teoretycznie sezon ogórkowy. Jednak przeglądając poniedziałkową prasę rzuciła mi się w oczy wypowiedź szkoleniowca Legii Warszawa, Aleksandara Vukovica, który wczoraj, w pomeczowej wypowiedzi powiedział: „Nie dosyć, że mamy taką częstotliwość meczów, to jeszcze mamy pecha, że graliśmy w taki dzień, w taką pogodę”. Naprawdę? Cała Europa rozgrywa spotkania co 3 dni, najczęściej do późnej wiosny, tylko my zawsze mamy problem z częstszym graniem niż to, co weekend. Nic tylko poczekać do kolejnej rundy eliminacji Ligi Europy, może wtedy problem rozwiąże się sam i jedynym problemem pozostanie wczesne odpadnięcie z Pucharu Polski, tak by móc w pełni skoncentrować się na ligowej młócce. 

Pal licho gdyby słowa te wypowiedział szkoleniowiec któregoś z beniaminków albo targanej różnymi problemami Wisły Kraków. Wtedy można trenera rozgrzeszyć. Jednak w momencie, gdy tanich wymówek szuka szkoleniowiec najlepszej (ponoć) drużyny w kraju, która co roku jest głównym kandydatem do zdobycia mistrzostwa, to coś tu jest nie tak. Klub ze stolicy posiada najszerszą i najbardziej wyrównaną kadrę? No posiada. Zdaniem włodarzy, sympatyków, ale i ekspertów ta kadra jest również najlepsza w Polsce. Nasuwa się zatem następujące pytanie, przed sezonem w Legii nie wiedzieli, że zajęcie czołowej lokaty w lidze wiązać się będzie z większą częstotliwością spotkań?

W ogóle Vukovic wyrasta na naczelnego specjalistę od wymówek. W starciu z amatorami z Gibraltaru przeszkadzała sztuczna murawa, wczoraj przeciwko Koronie Kielce, winna słabej gry podopiecznych serbskiego trenera była pogoda. A może tak warto spojrzeć na siebie i zrobić rachunek sumienia? Styl gry, a raczej jego brak, woła o pomstę do nieba. Owszem, ktoś może powiedzieć, że to dopiero początek sezonu i trzeba dać szkoleniowcowi więcej czasu, aby ułożył zespół po swojemu i wdrożył poszczególne schematy gry, W tym miejscu należy jednak zaznaczyć, że Vukovic przejął Legię jeszcze w końcówce poprzedniego sezonu. Trzeba przyznać, że start miał znakomity – 4 wygrane z rzędu, dopiero w Poznaniu, przeciwko Lechowi doznał pierwszej porażki. Co stało się później, wszyscy doskonale pamiętamy. Piast zdobył tytuł i wyprzedził, wydawać by się mogło, mającą wszystko w swoich rękach, drużynę ze stolicy.

Zawsze wydawało mi się, że najlepszym co może spotkać i tym co sprawia piłkarzowi największą radość są mecze. Natomiast o wiele bardziej nużące są treningi, zwłaszcza taktyczne albo te przedsezonowe, gdzie buduje się kondycję na całą rundę. Dlatego byłem przekonany, że mecze, nie sparingowe w okresie przygotowawczym, ale te o punkty, są świetną nagrodą po kilku tygodniach spędzonych na siłowni, bieżni czy gdziekolwiek indziej, kiedy pracowało się nad przygotowaniem fizycznym. Byłem w błędzie. Zdaniem szkoleniowców naszych eksportowych drużyn, większość zawodników nie da rady rozegrać dwóch spotkań, co 3 dni. W przeciągu kilku dni, składy drużyn występujących w Europie, potrafią zmienić się nie do poznania. A przoduje w tym właśnie Aleksandar Vukovic. Przyjrzyjmy się podstawowym jedenastkom, jakie Serb posyłał na boisko tylko w tym sezonie.

11.07.19, rywal: Europa FC

18.07.19, rywal: Europa FC

21.07.19, rywal: Pogoń Szczecin

25.07.19, rywal: KuPS Kuopio

28.07.19, rywal: Korona Kielce

Trudno wypracować jakiekolwiek schematy i zgrać zespół, jeśli co chwilę skład jest zmieniany. Najbardziej dziwią roszady w obronie. Wydawało się, że podstawowa para obrońców to Wieteska i Remy. Później była nią Wieteska i Jędrzejczyk, by we wczorajszym meczu Jędrzejczykowi partnerował doświadczony Astiz. Boki obrony? To samo. Raz Jędrzejczyk na lewej stronie, a na prawej Vesovic. W kolejnym spotkaniu rola prawego obrońcy przypadła Stolarskiemu, a Vesovic grał już w pomocy. Wczorajsze starcie z Koroną, to Stolarski na lewej stronie obrony. Ktoś powie, że o co chodzi, drużyna nie traci goli. Tak, to prawda. Jednak nie zawdzięcza tego dobrej postawie defensywy, a świetnej dyspozycji Majeckiego w bramce. Gdyby nie młody bramkarz, wyglądałoby to o wiele gorzej.

Legia Warszawa rozegrała w tym sezonie 5 spotkań, a Aleksandar Vukovic dokonał aż 21 zmian w wyjściowej jedenastce! A w kalendarzach nie mamy nawet sierpnia. W czwartek należy się spodziewać kolejnych kilku zmian, ale na pewno nie stylu. Jakiś zryw Arvydasa Novikovasa, dogranie ze stałego fragmentu gry przez Valeriana Gvilię, czy jakieś zamieszanie po rzucie z autu, tak jak wczoraj w Kielcach. To powinno wystarczyć na trzeci zespół poprzedniego sezonu w Finlandii. Nie wiem tylko czy na dłuższą metę, taka bylejakość, usatysfakcjonuje kibiców oraz prezesa Dariusza Mioduskiego. Wydaje mi się, że nie, a tym który zapanuje w końcu nad tym chaosem, raczej nie będzie Serb z polskim paszportem.

PS. Jak nisko trzeba było upaść, żeby przeciwko Finom czy wicemistrzowi Gibraltaru wystawiać galową jedenastkę, a oszczędzać ją w starciu z Pogonią Szczecin przy Łazienkowskiej… Co gorsza, KuPS Kuopio, podobnie jak Europa FC, rozgrywa domowe mecze na sztucznej nawierzchni, wymówka dla Vuko gotowa!