post

Czarne chmury nad St. James’ Park

Nad rzeką Tyne chyba nie może być zbyt długo normalnie. Wczoraj dowiedzieliśmy się, że Rafael Benitez nie poprowadzi w nadchodzących rozgrywkach zespołu ze St. James’ Park. Hiszpan nie doszedł do porozumienia z właścicielem Srok, Mike’em Ashley’em, w sprawie przedłużenia swojego kontraktu. Hiszpański szkoleniowiec wypełni wygasającą 30 czerwca umowę i osieroci tym samym klub znad rzeki Tyne. W mojej opinii jest to jawny sabotaż, nie pierwszy zresztą, dokonany przez cieszącego się złą sławą wśród fanów, właściciela. Jestem przekonany, że wszyscy związani z Newcastle jeszcze za Hiszpanem zatęsknią. 

Mike Ashley chyba pozazdrościł największemu rywalowi swojego klubu, czyli Sunderlandowi, relegacji, tułaczki po niższych ligach oraz permanentnego chaosu związanego z samą organizacją klubu. Właściwie od początku, odkąd Rafael Benitez pojawił się w Newcastle, napotykał na swojej drodze mniejsze lub większe problemy. Nieustannie domagał się wzmocnień zespołu i za każdym razem słyszał to samo. Wzmocnienia są w drodze, dopięcie kolejnego transferu jest kwestią godzin, a rezultat za każdym razem był taki, że zarówno Hiszpan, jak i kibice, przeżywali kolejne rozczarowania, związane z brakiem dotrzymania obietnic przez angielskiego miliardera. Jeśli dodamy do tego fakt, że nieustannie słyszymy o nieudanych próbach sprzedaży klubu, to nikogo nie powinien dziwić fakt, że najczęstszymi emocjami panującymi w okolicach St. James’ Park jest pospolite wkurwienie, a stałym elementem opraw, podczas domowych meczów, stały się banery i hasła typu „Ashley out!„.

W jakim aspekcie fani drużyny mają największy żal do swojego właściciela? Przede wszystkim chodzi o to, że miliarder od ładnych kliku lat stara się, mówiąc kolokwialnie, nie dokładać do biznesu. W obliczu rosnących wpływów w Premier League, wszyscy wokół pobijają transferowe rekordy i wydają na potęgę. Jak to wygląda w Newcastle? Cóż, niezbyt okazale. Przede wszystkim dużo wypożyczeń, a poza tym? Zazwyczaj wyglądało to tak, że Benitez chcąc kogoś kupić, musiał najpierw z kimś się pożegnać. Owszem, udało się wysupłać 24 mln funtów na Paragwajczyka – Miguela Almirona oraz przeszło 10 mln na Japończyka –Yoshinori’ego Muto,przed minionym sezonem. Tyle, że najpierw trzeba było sprzedać za blisko 40 mln Mitrovica, Merino, MbembęSelsa. Cały czas mozolne główkowanie, sztukowanie i zastanawianie się nad tym, na jakich pozycjach można się osłabić, by na innych, móc się wzmocnić.

Jak zatem w takich warunkach spisywał się doświadczony hiszpański szkoleniowiec? Przychodząc w marcu 2016 roku, po niezbyt udanej przygodzie w Realu Madryt, obejmował zespół praktycznie pogodzony z tym, że następny sezon rozpocznie w Championship, morale zespołu oscylowało w granicach dna Rowu Mariackiego, a jeśli chodzi o rezultaty, to po prostu porażka goniła porażkę. Mimo kilku dobrych wyników po przejęciu zespołu (m.in. wygrana z Tottenhamem 5-1), nie udało się uchronić zespołu przed degradacją i Sroki kolejne rozgrywki zaczęły poziom niżej. Tutaj było już zdecydowanie lepiej. Udało się wywalczyć awans już w pierwszym sezonie na zapleczu i po roku powrócić w szeregi angielskiej elity. Kolejne dwa lata, to 10 miejsce jako beniaminek oraz 13, w minionych rozgrywkach. Na pierwszy rzut oka wyniki te mogą wydać się przeciętne. Ot, nic specjalnego. Należy jednak na sprawę spojrzeć szerzej. Biorąc pod uwagę ostatnie dwa sezony, spośród 20 klubów Premier League aż 16 wydało na transfery więcej niż Sroki! Nawet słabiutkie Huddersfield, tylko przed poprzednią kampanią, wydało na nowych zawodników przeszło 50 milionów euro. Benitez o takiej sumie mógł tylko pomarzyć. Dlatego wydaje się, że z dostępnymi środkami oraz takimi, a nie innymi zawodnikami, osiągał wyniki zdecydowanie ponad stan. Bezpieczna egzystencja w Premier League, w wybitnie niesprzyjających warunkach, bez wątpienia powinna budzić podziw. Nie dziwi zatem fakt, że mimo statusu ligowego średniaka, kibice klubu pokochali hiszpańskiego trenera.

Co dalej z Newcastle United po odejściu Hiszpana? W angielskiej prasie można przeczytać plotki o tym, że zainteresowana kupnem klubu miałaby być, powiązana z właścicielami Manchesteru CityBin Zayed Group. Tyle tylko, że oficjalnych informacji jest bardzo niewiele, a w większości są to zwykłe spekulacje. W przeszłości byliśmy świadkami tylu spekulacji i nieudanych prób sprzedaży klubu przez Mike’a Ashley’a, że wcale nie zdziwiłoby mnie, gdyby do takiej transakcji w ogóle nie doszło. Wówczas, to właśnie w Newcastle, niezależnie z jakim szkoleniowcem na ławce trenerskiej, upatrywałbym jednego z głównych kandydatów do spadku w nadchodzącym sezonie.

Kto na tej rozłące wyjdzie lepiej? Nie mam cienia wątpliwości, że Benitez. Pewnie kwestią czasu jest, kiedy usłyszymy o zatrudnieniu hiszpańskiego trenera w jednym z czołowych europejskich klubów. No chyba, że Rafa zdecyduje się zarobić kolosalne pieniądze w jednej z egzotycznych lig. Jedno jest pewne. Na tak trudne, toksyczne i niesprzyjające warunki do codziennej, sumiennej pracy, jaką Hiszpan, zdaniem wielu, preferuje najbardziej, w najbliższym czasie trafić nie powinien. Szkoda jedynie, że Premier League traci tak dobrego fachowca.

post

Ta ostatnia niedziela

Sezon 2018/19 Premier League za nami. Z czego go zapamiętamy? Na pewno z najbardziej zaciekłej walki o tytuł w historii, jeśli weźmiemy pod uwagę liczbę zdobytych punktów. Wystarczy powiedzieć, że 97 punktów zdobyte przez Liverpool w bieżącej kampanii, dawałoby tytuł w 25/26 rozegranych sezonów od 1993 roku! Tylko ubiegłoroczny wynik Manchesteru City (100 pkt) był lepszy. Jednak nie samą walką o tytuł kibic angielskiej piłki żyje. Zażarta walka toczyła się również o miejsce w Top Four, a także w niższych rejonach tabeli. Spróbujmy zatem pokrótce podsumować zakończone rozrywki w wykonaniu każdego z zespołów angielskiej elity.

20. Huddersfield Town – tylko dwa sezony trwała przygoda TerierówPremier League. Pierwsze skojarzenie? Nuda i bardzo mała ilość strzelanych goli. W całym sezonie tylko 22 bramki, przy 76 straconych. 16 zdobytych oczek. Odkąd obowiązuje obecny format rozgrywek, tylko drużyna Derby County z sezonu 2007/08 zaliczyła gorszy sezon. Wówczas Barany zakończyły sezon z 11 punktami na koncie. Niestety to raczej niewielka pociecha dla kibiców klubu z Galpharm Stadium.

19. Fulham – 112 milionów funtów wydanych na nowych zawodników przez beniaminka i spadek z ligi. Tylko trzy zespoły (Liverpool, Leicester oraz Chelsea) wydały latem więcej. Przed sezonem, jak i w zimie, na Craven Cottage ściągano zawodników na potęgę. Brak pomysłu, ciągła rotacja na praktycznie każdej pozycji, co mecz inny skład linii obrony. Permanentny brak stabilizacji. Nie, to nie miało prawa się udać. Kibicom najstarszego zawodowego klubu piłkarskiego w Londynie pozostaje tylko życzyć, jak najszybszego powrotu do Premier League.

18. Cardiff City – kolejny z beniaminków, który żegna się z angielską elitą po zaledwie jednym sezonie. Bez wątpienia nie był to dobry rok dla sympatyków The Bluebirds. Słaby sezon, dodatkowo tragiczna historia zimowego transferu Emiliano Sali. Biorąc pod uwagę, że walijski klub praktycznie do samego końca walczył z Brighton o utrzymanie, każdy sympatyk Cardiff zapewne rozmyśla, gdzie byłby klub, gdyby Argentyńczyk miał możliwość zaprezentować swoje umiejętności na Wyspach Brytyjskich. Niewielkim pocieszeniem pozostaje możliwość derbowej rywalizacji z innym walijskim klubem – Swansea City, na zapleczu.

17. Brighton & Hove Albion – nie od dziś wiadomo, że drugi sezon dla beniaminka jest dużo cięższy niż ten premierowy, Wypisz, wymaluj sytuacja Mew w tym sezonie. Do ostatnich kolejek drużyna Chrisa Hughtona nie mogła być pewna utrzymania. Wpływ na to mogła mieć fantastyczna przygoda w Pucharze Anglii, gdzie Brighton doszło aż do półfinału, odpadając dopiero po wyrównanym spotkaniu, z Manchesterem City. Nie mając zbyt szerokiej kadry, irlandzki szkoleniowiec spełnił cele na ten sezon, a mimo to podziękowano mu za pracę po zakończeniu sezonu. Żeby tylko włodarze klubu nie żałowali w przyszłym sezonie tej decyzji. Moim zdaniem możemy tutaj mieć klasyczny przykład, że czasami lepsze jest wrogiem dobrego. W końcu czy ambicjami klubu z południa Anglii powinno być coś więcej niż spokojny byt w Premier League?

16. Southampton – decyzja by w trakcie rozgrywek Marka Hughesa zastąpił Ralph Hasenhuttl była najlepszą od czasów zatrudnienia Mauricio Pochettino na St. Mary’s Stadium. Austriak, były szkoleniowiec RB Lipsk wydaje się idealnie pasować do filozofii klubu. Zapewniając przyzwoite wyniki i ładną dla oka grę, potrafi przy tym rozwijać umiejętności zawodników, Nie boi się konsekwentnie stawiać na młodych piłkarzy, czego największym beneficjentem był w tym sezonie Jan Bednarek. Jestem przekonany, że w najbliższych dwóch, może trzech okienkach transferowych, włodarze klubu dostaną kilka dowodów na to, że podjęli dobrą decyzję, a klubowy budżet zostanie zapełniony milionami funtów wpłaconymi przez możniejsze zespoły od Świętych.

15. Burnley – na Turf Moore mogą szykować się do kolejnego już sezonu w angielskiej elicie. Ostatnio przeczytałem w internecie informację, która wprawiła mnie w niemałe zdumienie. Otóż, jeśli chodzi o najbardziej dochodowe marki Premier League, najlepszą drużyną spoza Big Six, są właśnie The Clarets! Zostali oni określeni przez BBC jako najlepiej zarządzany pod względem finansowym klub Premier League. Kolejny sezon w angielskiej ekstraklasie tylko pomoże w budowaniu marki klubu z hrabstwa Lancashire.

14. Bournemouth – kolejny klub z południowego wybrzeża Anglii, który zapewnił sobie spokojne utrzymanie. Ani przez moment nie drżeli o utrzymanie, a po pierwszej części sezonu plasowali się nawet w okolicach europejskich pucharów. Polskich kibiców na pewno cieszy fakt, że w drugiej części sezonu Artur Boruc wygrał rywalizację z Bośniakiem, Asmirem Begovicem, o miejsce między słupkami bramki The Cherries. W kolejnym sezonie najprawdopodobniej także będziemy mogli oglądać popisy Króla Artura, ponieważ przedłużył on kontrakt z klubem o kolejny rok.

13. Newcastle United – największym atutem drużyny z St. James Park bez cienia wątpliwości jest hiszpański trener, Rafa Benitez. W mojej opinii Hiszpan wykręca ze Srokami wyniki ponad stan. Nie od dziś wiadomo, że właściciel klubu, Mike Ashley nie rozpieszcza szkoleniowca oraz kibiców, jeśli chodzi o udostępnianie funduszy na transfery. Trudno szukać w tym zespole wielkich gwiazd. Świetnym ruchem była przedsezonowa wymiana Dwighta Gayle’a na napastnika Salomona Rondona West Bromwich Albion. Gdyby nie 11 goli oraz 7 asyst Wenezuelczyka sytuacja Newcastle w tabeli byłaby zdecydowanie gorsza.

12. Crystal Palace – naprawdę całkiem przyzwoity sezon w wykonaniu OrłówSelhurst Park. Podopieczni Roya Hodgsona zaliczyli kilka świetnych występów w minionym sezonie. W pamięci kibiców bez wątpienia zostanie skalp na Etihad przeciwko Manchesterowi City, okraszony wspaniałym golem Androsa Townsand’a. Według mnie Crystal Palace w tym sezonie skomponowało jedną z najlepszym formacji ofensywnych poza LiverpoolemManchesterem City. Posiadanie w pierwszym składzie Wilfrieda ZahyMichy’ego Batshuayi’aAndrosa Townsenda oraz Jordana Ayewa bez wątpienia napędziło strachu niejednej defensywie angielskiej ekstraklasy. Jeśli dodamy do tego fantastycznego debiutanta, czyli Aarona Wan – Bissaka czy charyzmatycznego kapitana w osobie Luki Milivojevica, to wyłania nam się obraz jednej z najciekawszych drużyn minionego sezonu.

11. Watford – z oceną sezonu na Vicarage Road należy wstrzymać się do czasu rozstrzygnięcia finału FA CupSzerszenie bardzo długo pozostawały w grze o siódmą lokatę i wymyślony przez brytyjskich dziennikarzy nieoficjalny tytuł Best of the rest. Jeśli Javiemu Gracii i jego piłkarzom udałoby się zwyciężyć w meczu z The Citizens i dzięki temu awansować do rozgrywek Ligi Europy, sezon z pewnością należałoby uznać za bardzo udany. Tym bardziej, że przed sezonem z drużyny odszedł kluczowy zawodnik, czyli Richarlison, zamieniając Vicarage Road na Goodison Park.