post

Brak progresu czy już regres?

Za nami kolejne dwa spotkania eliminacji do Euro 2020. Wrześniowy termin meczów o punkty zbiegł się z rocznicą kadencji Jerzego Brzęczka jako selekcjonera piłkarskiej Reprezentacji Polski. W ostatnim programie „Misja Futbol” Tomasz Smokowski powiedział, że nic tak nie dzieli Polaków, jak polityka i Piotr Zieliński. Natomiast moim zdaniem, nic tak Polaków nie łączy, jak podzielanie wspólnej opinii o tym, że Jerzy Brzęczek nie powinien dłużej prowadzić kadry. 

W ciągu 180 minut przeciwko Słowenii i Austrii oddaliśmy 3(!) celne strzały.. Jeden w Lublanie, kolejne dwa w poniedziałek na Stadionie Narodowym w Warszawie. Jeśli dodamy do tego fakt, że przeciwko Austriakom zanotowaliśmy aż 113 strat piłki, przy zaledwie 37% jej posiadania w całym meczu, to wyłania się dramat tego, w jaki sposób gra w piłkę nasza reprezentacja, a właściwie, jak w nią nie gra.

Od 7 września 2018 roku kadra obecnego selekcjonera rozegrała 12 meczów. Tylko 4 spośród nich wygrała, pozostałe to 4 remisy i również 4 porażki. Jednak czy za któreś ze spotkań można naszych piłkarzy oraz trenera pochwalić? Pierwsza połowa w Bolonii przeciwko Włoszech była udana, ale wszystko wskazuje na to, że wtedy jeszcze niewiele dało się zepsuć. Nowe rozdanie po nieudanym Mundialu, debiut Jerzego Brzęczka oraz premierowa edycja Ligi Narodów. To wszystko wpłynęło na to, że udało się z Włochami zremisować. Poza tym? Na pewno czerwcowe przekonujące zwycięstwo 4-0 nad Izraelem. Przez rok nasza kadra rozegrała półtora udanego spotkania!

Zdaję sobie sprawę, że mamy na koncie 13 punktów, jesteśmy liderem grupy eliminacyjnej i z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że na EURO 2020 pojedziemy. Tylko co dalej? Kolejny raz mamy pojechać na turniej, dostać w łeb od kogo tylko się da i wrócić do domu po fazie grupowej? Ktoś później powie, że pora wyciągnąć wnioski oraz że w Europie nie ma już słabych drużyn. To ostatnie nie do końca jest prawdą, bo jedna taka słaba drużyna istnieje i jest nią w tej chwili Reprezentacja Polski.

Czy w tych eliminacjach, po tym co mogliśmy oglądać w poszczególnych spotkaniach, wyłączając mecz z Izraelem, możemy stwierdzić, że nasza kadra ma jakiś styl? Czy piłkarze wiedzą, czego oczekuje od nich trener? Czy Jerzy Brzęczek wie jakim ustawieniem chce grać? Na wszystkie te pytania odpowiedziałbym negatywnie. Odnoszę wrażenie, że selekcjoner miota się od ściany do ściany. Raz gramy dwójką napastników, za chwilę jednym. Ustawienie Piotra Zielińskiego raz za napastnikiem, raz w środku pola, później na prawej pomocy, by za chwilę biegał już po lewym skrzydle. Zwykle najlepsze zespoły wprowadzają rotacje oraz wymienność pozycji po to, aby zaskoczyć przeciwnika. Niestety u nas wygląda to tak, że często zaskakujemy samych siebie.

Kolejna kwestia – lewa obrona. Nie mam nic do Tomasza Kędziory. Jednak wydaje mi się, że Bartosz Bereszyński jest zawodnikiem o klasę lepszym. Dlatego nie potrafię zrozumieć dlaczego zawodnik Sampdorii Genua jest na siłę ustawiany na swojej nienaturalnej pozycji. Zamiast mieć gwarancję jakości na prawej stronie, a łatać lewą stronę defensywy, selekcjoner osłabia oba boki obrony. Ktoś powie, zaraz zaraz, ale na lewej mamy Macieja Rybusa! Tak, mamy. Jest nawet powoływany. Reprezentuje barwy czołowego rosyjskiego klubu – Lokomotivu Moskwa. Na dodatek występuje tam na lewej obronie. Jednak w kadrze, nie wiedzieć czemu, na boisku pojawia się incydentalnie. Rozumiem, że każdy trener może mieć różne koncepcje. Na pierwsze zgrupowanie Brzęczek powołał dwóch lewych obrońców: Arkadiusza Recę oraz Rafała Pietrzaka. Obaj pojawili się na murawie przeciwko Italii.

Tutaj dochodzimy do kolejnej niekonsekwencji selekcjonera. To, że Arkadiusz Reca posiada abonament na powołania do Reprezentacji Polski tak długo, jak trenerem będzie Jerzy Brzęczek, jest więcej niż pewne. Nie rozumiem tylko jednego. Ten zawodnik pod koniec okna transferowego zamienił Atalantę Bergamo, w której nie grał, na SPAL, po to by otrzymywać więcej minut na boisku. Zamiast w nowym klubie poznawać system gry preferowany przez trenera oraz zgrywać się na treningach z nowymi kolegami, Reca spędził kilkanaście dni na zgrupowaniu po to, by w meczach eliminacyjnych zasiąść na trybunach. Teraz wróci do swojego zespołu i znów w weekend nie zagra. Rafał Pietrzak dopóki grał w Wiśle Kraków otrzymywał powołania. W momencie zmiany klubu na belgijskie Mouscron powołania przestały przychodzić. Zawsze wydawało mi się, że belgijska ekstraklasa prezentuje wyższy poziom od naszej. Dlatego regularnie grający w niej zawodnik powinien być wzmocnieniem dla kadry. Widocznie żyłem w błędzie.

Według mnie najlepszym rozwiązaniem byłoby pozwolenie na to, aby Jerzy Brzęczek dokończył te eliminacje. Komplet punktów w spotkaniach z Łotwą oraz Macedonią Północną powinien wystarczyć do wywalczenia awansu. Jednak wraz z końcem eliminacji należy selekcjonera pożegnać. Podziękować sobie za wykonaną pracę, cieszyć się z awansu i życzyć wszystkiego najlepszego na przyszłość. Tym ostatnim dla naszej reprezentacji byłby nowy selekcjoner. Czy z zagranicy? Nie wiem. Ważne, żeby dał z powrotem nadzieję na to, że kolejny turniej rangi mistrzowskiej nie zakończy się tak, jak wiele poprzednich, czyli totalnym rozczarowaniem.

post

Przyszłość w biało – czerwonych barwach?

Lada moment zapiszemy się w historii tym, że skorzystaliśmy z największej liczby zawodników w historii danych rozgrywek. Dodatkowo, grając rezerwowym składem, bez Lewandowskiego, GlikaKrychowiaka czy Szczęsnego, zdobywamy w tych rozgrywkach medal, pomimo gry zawodnikami, których nazwiska są obce zdecydowanej większości ekspertów, nie tylko za granicą, ale i tych w naszym kraju. Na młodzieżowe mistrzostwa wysyłamy rezerwy rezerw, w większości absolutnych debiutantów, a mimo to, z tych rozgrywek, również przywozimy medal. Jakby tego było mało, nasza kobieca kadra dociera do decydujących faz swojego turnieju, gdzie co prawda, uznaje wyższość światowych potęg, ale walczy z nimi jak równy z równym i jest o włos, od znalezienia się w strefie medalowej. W piłce nożnej science fiction, prawda? Ale nie w siatkówce. W ostatnich latach staliśmy się światową potęgą piłki siatkowej. Z ogromnym zapleczem i obiektami, halami wypełnionymi fantastycznymi kibicami, świetnie opakowaną i mocną ligą, no i przede wszystkim z kilkudziesięcioma zawodnikami prezentującymi solidny, międzynarodowy poziom. Jednym słowem, kosmos. 

Brązowy medal Ligi Narodów mężczyzn, srebro Uniwersjady kadetów, Final Six Ligi Narodów kobiet. To wszystko w jednym sezonie reprezentacyjnym, który tak na dobrą sprawę dopiero się rozpoczął. Wiadomo, trenerzy, zawodnicy i zawodniczki tonują nastroje, ale choćby nie wiadomo jak bardzo się starali, w kraju ponownie zapanuje boom na siatkówkę, tego jestem pewien. Biorąc pod uwagę postawę siatkarzy w tegorocznej Lidze Narodów trudno przypuszczać by w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Tokio, który jest priorytetem dla drużyny Vitala Heynena, forma drużyny miała pójść w dół. Wręcz przeciwnie, drużyna wzmocniona czołowymi zawodnikami powinna przynieść nam jeszcze wiele radości, zarówno na turnieju w Gdańsku, jak i na wrześniowych Mistrzostwach Europy.

Belgijski selekcjoner po turnieju w Chicago zabrał do Zakopanego, gdzie przygotowuje się pierwsza kadra, pięciu szczęśliwców. Są to: Bartosz Kwolek, Łukasz Kaczmarek, Maciej Muzaj, Karol Kłos oraz Bartosz Bednorz. Wydaje się, że to właśnie ten ostatni jest największym wygranym Final Six w Stanach Zjednoczonych. Przyjmujący Azimutu Modena był najlepiej punktującym zawodnikiem w Chicago oraz drugim najlepszym atakującym. Postawa byłego zawodnika AZS Częstochowa na pewno nie uszła uwadze Heynena i z pewnością może on liczyć na powołanie na turniej kwalifikacyjny w Gdańsku. W przypadku pozostałych sporo będzie zależeć od tego, czy nasz selekcjoner weźmie do kadry dodatkowego środkowego czy też przyjmującego. Należy również pamiętać, że w najbliższych spotkaniach będzie mógł już zagrać Wilfredo Leon, czyli jeden z najlepszych siatkarzy świata. Nawet jeśli brązowym medalistom z Chicago nie uda się załapać na turniej kwalifikacyjny do Igrzysk Olimpijskich czy Mistrzostwa Europy, to z pewnością zagrają oni w październiku w Japonii, na Pucharze Świata.

Najważniejsze, że możemy nie tylko cieszyć się z tego, co teraz, ale przy tym nie musimy martwić się o przyszłość. Śmiało można powiedzieć, że ten mityczny system szkolenia młodzieży, o którym niejednokrotnie słyszymy w przypadku piłki nożnej, tutaj w siatkówce, rzeczywiście istnieje. Większość zawodników, którzy mieli udział w brązowym medalu w Final Six, jak i srebrze Uniwersjady, to mistrzowie świata juniorów z 2017 roku. Najbardziej cieszy, że w aktualnie rozgrywanych rozgrywkach młodzieżowych także mamy wyniki. Kto wie czy za kilkanaście dni nie dodamy kolejnych medali do kolekcji. Nasi juniorzy są na najlepszej drodze żeby awansować do półfinału Mistrzostw Europy U17 rozgrywanych w Bułgarii. Natomiast nasze siatkarki, na Mistrzostwach Świata U20 rozgrywanych w Meksyku, są już w najlepszej ósemce turnieju i powalczą o strefę medalową. 

Nie ulega wątpliwości, że w najbliższych miesiącach (a może i latach?) polska siatkówka dostarczy kibicom wielu emocji i niezapomnianych widowisk sportowych. Pozostaje nam trzymać kciuki za naszych zawodników i zawodniczki, żeby z nadchodzących turniejów przywieźli kolejne medale do tak suto, w ostatnich latach, zapełnianej gabloty.

post

Final Six z udziałem Złotek!

Siatkarki Reprezentacji Polski awansowały do turnieju finałowego Ligi Narodów, który rozegrany zostanie w chińskim Nankin, w dniach 3-7 lipca. Jest to ogromny sukces naszej drużyny, biorąc pod uwagę fakt, że w ostatniej dekadzie próżno było szukać jakichkolwiek pozytywnych informacji odnośnie Złotek. Ostatni medal dużej imprezy? Brąz mistrzostw Europy, których byliśmy gospodarzami w 2009 roku. Ostatni występ w Final Six? 2010 rok, kiedy to awansowaliśmy do najlepszej szóstki World Grand Prix, czyli poprzedniczki obecnej Ligi Narodów. Od tego czasu minęła niemal dekada. O ile w tym czasie męska reprezentacja praktycznie non stop jest na fali, będąc jedną z czołowych drużyn na świecie, o tyle w kobiecej siatkówce już dawno przestaliśmy być traktowani za zespół, którego należy się obawiać. Dość powiedzieć, że przed rozpoczęciem tego sezonu reprezentacyjnego drużyna prowadzona przez Jacka Nawrockiego była sklasyfikowana dopiero na 26 miejscu w rankingu FIVB.

Właśnie z powodu tak niskiego miejsca w rankingu oraz słabych wyników w ostatnich sezonach, Polki były jedną z czterech drużyn, tzw. pretendentów, czyli ekip zagrożonych spadkiem i koniecznością gry w niższej lidze w przyszłorocznych rozgrywkach. Oprócz naszej reprezentacji były to Belgia, Dominikana i Bułgaria. Najsłabszą okazała się ostatnia z wymienionych drużyn i to właśnie Bułgarek nie zobaczymy w przyszłorocznej Lidze Narodów. Celem na ten sezon było utrzymanie się w siatkarskiej elicie. Dlatego wynik osiągnięty przez nasze Złotka należy ze wszech miar docenić. Nawet, jeśli sam turniej finałowy miałby być tylko lekcją pokory, od dużo mocniejszych drużyn.

Warto tutaj też wspomnieć i pochwalić zarząd Polskiego Związku Piłki Siatkowej, który pozwolił pracować Jackowi Nawrockiemu w spokoju, nawet w obliczu słabych wyników drużyny w początkowym okresie pod wodzą byłego trenera Skry Bełchatów. Szkoleniowiec na stanowisku trwa nieprzerwanie od 2015 roku. Dobrze wiemy, że jego poprzednicy mogli tylko pomarzyć o takim wyniku, a mało który z nich z nich utrzymał posadę dłużej niż 2 lata. Stabilizacja oraz spokojne ogrywanie młodych zawodniczek zaowocowały w obecnym sezonie. Dobrym rozwiązaniem poczynionym przez nasz sztab było też odejście od kurczowego trzymania się wyłącznie 12 zawodniczek. W tym sezonie, oprócz wyniku ponad stan, udało się szkoleniowcowi z Tomaszowa Mazowieckiego rozszerzyć kadrę i dać wiele szans dziewczynom, które znane były wyłącznie kibicom Polskiej Ligi Siatkówki kobiet. Już wiadomo, że kontrakt z Novarą, wicemistrzem Włoch podpisała młoda przyjmująca – Zuzanna Górecka. Była już zawodniczka DPD Legionovii Legionowo zapewne nie będzie jedyną z naszych reprezentantek, która dobrą grą w tegorocznej Lidze Narodów zapracuje na grę w lepszej lidze niż nasza.

O dobry wynik byłoby o wiele trudniej bez najlepszej punktującej tego sezonu, zdobywczyni 365 punktów, czyli Malwiny Smarzek. Zawodniczka Zanetti Bergamo wykręciła swój najlepszy wynik w karierze, zostawiając rywalki daleko w tyle. Warto wspomnieć, że nasza atakująca już drugi rok z rzędu okazała się najlepsza w tej klasyfikacji. Nic dziwnego, że to właśnie w skuteczności Malwiny wszyscy sympatycy oraz eksperci widzą nasz główny, oby nie jedyny, atut w starciach z najlepszymi drużynami na świecie.

 

Czy powinniśmy stawiać jakieś oczekiwania naszym dziewczynom przed turniejem w Nankin? Wydaje się, że byłoby to nie na miejscu. Z resztą, najlepiej przytoczyć tutaj słowa szkoleniowca naszej reprezentacji dla portalu polsatsport.pl, – Radość grania z najlepszymi to jedno, ale myślę, że nauka to druga rzecz. Nie będziemy się kładli przed przeciwnikami. Postaramy się zagrać jak najlepsze spotkania. Myślę, że okazja gry z najlepszymi na świecie sprawi, że takie mecze dadzą nam kopa do przodu – stwierdził trener Nawrocki.

I tego właśnie się trzymajmy. Do Chin niech nasze reprezentantki jadą po naukę oraz po to, aby przeżyć fajną przygodę, a nam kibicom pozostaje trzymać kciuki za dziewczyny i cieszyć się z faktu, że znowu rywalizujemy z najlepszymi na świecie. W końcu chyba każdy kibic marzy o powrocie do sukcesów z czasów kadencji ś.p. Andrzeja Niemczyka, kiedy to Złotka dwukrotnie zdobywały mistrzostwo Starego Kontynentu.