post

Znów to zrobili!

25 maja 2005 rok – Stambuł. 14 kwietnia 2016 – Anfield. 7 maja 2019 – Anfield. Co łączy wszystkie te daty? Na pierwszy rzut oka The Reds po prostu zwyciężali przeciwko takim zespołom jak Milan, Borussia Dortmund i Barcelona. Jednak byłoby to umniejszanie wyczynów, które co jakiś czas, serwuje nam ekipa z czerwonej części Merseyside i tylko ktoś szczególnie niesprzyjający Liverpoolowi mógłby ich nie docenić. Nie ulega wątpliwości, że każde z tych spotkań zapisało się złotymi zgłoskami, nie tyle w historii samego klubu oraz angielskiej piłki, ale ogólnie w historii futbolu.

Niemożliwe nie istnieje oraz nigdy się nie poddawaj. To chyba pierwsze dwa stwierdzenia, które cisną się człowiekowi na usta po wczorajszym meczu Ligi Mistrzów pomiędzy Liverpoolu z Barceloną. Odrobienie trzybramkowej straty z Camp Nou, bez kontuzjowanych Mohameda Salaha oraz Roberto Firmino? Zdecydowana większość osób nie dawała szans ekipie Juergena Kloppa. A jednak The Reds po raz kolejny dokonali czegoś wielkiego, może nawet legendarnego. Bez wątpienia wczorajszy wieczór wyląduje w annałach historii brytyjskiego futbolu obok finału w Stambule oraz goli Sheringhama i Solskjaera przeciwko Bayernowi Monachium z 1999 roku.

Wczorajszy mecz to idealny przykład, że ilekroć najtęższe umysły próbują zakuć futbol w statystyczne i analityczne ramy, to ten zawsze znajdzie z nich ujście i zaprzeczy jakiejkolwiek logice. Pewnie dlatego tyle milionów ludzi na świecie traktuje go niemal jak religię i darzy tak wielką miłością.

O tym meczu zostanie powiedziane i napisane jeszcze sporo, dlatego ja chciałbym się skupić na jednym z bohaterów ostatnich dni, Divocku Origim. Belg, były zawodnik Lille oraz Wolfsburga podczas swojego pobytu w klubie z Anfield Road nigdy nie był pierwszym wyborem Juergena Kloppa. Ostatnie kilka dni mogą jednak diametralnie zmienić jego pozycję w zespole charyzmatycznego Niemca. Najpierw w sobotę, w końcówce meczu na St. James Park dał Liverpoolowi wygraną przeciwko Newcastle, przedłużając tym samym szanse na to, że tytuł najlepszej drużyny Premier League nie powędruje ponownie do Manchesteru. Nastepnie wczoraj, wyszedł w pierwszym składzie i dołożył dwa gole przeciwko Barcelonie, walnie przyczyniając się do historycznego odrobienia strat z Camp Nou.

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że 3 gole w ostatnich 2 meczach to rzecz bez precedensu w przypadku kariery napastnika w barwach The Reds. Wystarczy wspomnieć, że od początku sezonu spędzając na boisku przeszło 400 minut we wszystkich rozgrywkach, do spotkania z Newcastle Origi zdobył ledwie 3 bramki, czyli dokładnie tyle, ile w ostatnim tygodniu. Oczywistym usprawiedliwieniem dla Belga jest fakt, że nie dostawał od Kloppa tyle minut, co pozostała trójka napastników Liverpoolu. Trzeba jednak przyznać, że pojawiając się na murawie nie dawał on wystarczająco wiele argumentów trenerowi, aby ten pomyślał o jakiejkolwiek zmianie w swojej dobrze funkcjonującej maszynie.

Właśnie nieregularność jest chyba największym problemem tego napastnika. W dotychczasowej karierze tylko dwukrotnie przekraczał on barierę dwucyfrowej liczby goli we wszystkich rozgrywkach (10 w sezonie 2015/16 i 11 w 2016/17). Należy jednak Belgowi oddać, że w barwach The Reds zdobywa piekielnie ważne bramki. To on rozpoczął odrabianie strat przeciwko BVB w 2016 roku i walnie przyczynił się w awansie do finału tamtych rozgrywek. W trwającym sezonie to on również dał zwycięstwo przeciwko znienawidzonemu Evertonowi w doliczonym czasie gry, kiedy Liverpool niemiłosiernie męczył się i nie mógł znaleźć sposobu na pokonanie dobrze dysponowanego Jordana Pickforda. O golach z ostatnich dni już wspominałem.

W ostatnich tygodniach w angielskiej prasie można było przeczytać o tym, że po sezonie w Liverpoolu pożegnają się z kilkoma zawodnikami, m.in. pisano o kończącym się kontrakcie Daniela Sturidge’a i właśnie nieprzekonującym Divocku Origim. Myślę, że ostatnimi występami Belg zasłużył na ostatnią szansę na Anfield. W przypadku, gdy Juergen Klopp oraz członkowie zarządu ekipy z miasta Beatlesów postanowią jednak pożegnać belgijskiego napastnika, to po ostatnich ważnych golach, od potencjalnych nabywców powinni wyciągnąć znacznie więcej pieniędzy, aniżeli jeszcze tydzień temu. Natomiast czy sam Belg byłby zadowolony z takiego obrotu spraw? Tego nie wiemy, niemniej mało który napastnik może pochwalić się wbiciem 2 goli Dumie Katalonii na poziomie półfinału Champions League.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *